Skocz do zawartości


Zdjęcie
- - - - -

Tajemnice III Rzeszy - Prolog


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
7 odpowiedzi w tym temacie

#1 xedos

xedos

    Homo Infranius

  • Użytkownicy
  • PipPipPipPipPipPip
  • 487 postów

Napisano 19 luty 2010 - 20:36

Od wielu lat stosuję pewien schemat, przez dwa miesiące w roku, najczęściej w porze wakacyjnej spędzam wolny czas podróżując. Kiedyś wyłącznie sam, tylko po Polsce, a od "kilku lat" troszeczkę dalej i w liczniejszym gronie. I tak jakoś nazbierało się tych materiałów z podróży na tyle dużo, że zapewne starczyłoby ich na kolejny opasły tom. Chciałbym w przypływie dobrego humoru opowiedzieć Wam o kilku z nich. Są one chyba najciekawsze, przynajmniej dla mnie. Każda z nich zawiera informację niewyjaśnioną, która wymaga dalszych przemyśleń i poszukiwań.

Zacznę od swoistego wstępu. Posłuchajcie wypisów...


1.Prolog

Jest rok 1944. Wojska niemieckie przegrywają na wszystkich frontach, krok po kroku wycofują się z okupowanej Europy. Tylko nieliczni wierzą jeszcze w sukces III Rzeszy. Do końca szukają cudu, który ich ocali. Większość jednak próbuje przygotować się na upadek. W miarę bezbolesny. Chcą stracić na tej wojnie jak najmniej. Mimo wszystko „zwyciężyć”. Opowiemy o jednych i o drugich. O ślepej wierze – z jednej strony - w potęgę hitlerowskiego kolosa na glinianych nogach, z drugiej zaś w fakt, że na upadku ludzie się bogacą. O krwawych idealistach pozostawiających po sobie spaloną ziemię i o zakłamanych szabrownikach, dla których złoto warte jest krwi.

Rok 1945. Front nieuchronnie przekracza przedwojenną granicę Niemiec. Pęka pewna bariera. Wojska niemieckie zaczynają bronić swojej ziemi. Tu jak najszybciej trzeba ukryć to, co zdobyczne, to, co pomoże przetrwać już po wojnie - przecież zaraz się skończy. Przegraliśmy, ale trzeba dalej żyć – tak myśli wielu. Tu leżą Grodziec, zamek Czocha, Morawa, Kłodzko, MRU – miejsca idealne dla ukrycia tego, co pomoże wrócić do życia. Nikt z nich nie przypuszczał, że nigdy tu już nie wrócą.

Rok 1945. Front nieuchronnie przekracza przedwojenną granicę Niemiec. Pęka pewna bariera. Wojska niemieckie zaczynają bronić swojej ziemi. Ziemi, która przygotowana była do obrony już od lat. Ziemi, na której miał zdarzyć się cud. Odwrócimy losy wojny – myślało wielu. Jesteśmy o krok. Wunderwaffe zmiecie wroga z powierzchni ziemi. Choćby w ostatniej chwili. Zanim atrament zdrajców splami akt kapitulacji, a może nawet i po tym. Książ, Riese, Lubiąż – wszystko jest gotowe. No, prawie gotowe. Zabrakło kilku dni. Ale przecież tu wrócą. Tak przynajmniej myślą.

Tajemnice III Rzeszy. Ściśle skrywane przez lata. Setki pytań: kto, gdzie, dlaczego, po co? Postaram się na nie odpowiedzieć, uchylić rąbka skrywanych przez lata sekretów – bursztynowej komnaty, zaginionego „Portretu młodzieńca” Rafaela, cudownej broni, mającej uratować Hitlera przed upadkiem. Sekretów, unurzanych w bezsensownie przelanej krwi, okupionych śmiercią – nie tylko kilkunastu tysięcy więźniów Gross Rosen, którym zabrakło godzin, aby przeżyć, lecz także tragedią tych bezimiennych bohaterów, którzy dla „wielkiej historii” są przecież tylko pyłkiem, bez którego jednakowoż nigdy nie byłaby wielka.


2. TAŚMY Z KOPENHAGI

W styczniu 1972 r. polska ambasada w Kopenhadze otrzymała taśmę z nagraniem oferty przedstawionej rządowi polskiemu. Rzekoma grupa międzynarodowych biznesmenów żądała miliona dwustu tysięcy dolarów w zamian za informację o miejscu ukrycia skradzionych z krakowskiego muzeum w 1944 roku skarbów – „mających dla Polski wielką narodową i historyczną wartość”. Według informacji z taśmy, 24 listopada 1944 r. konwój pięciu niemieckich ciężarówek wojskowych wpadł w zasadzkę zastawioną przez partyzantów Armii Krajowej.

Jedną z nich przewożąca obrazy, porcelanę, biżuterię i klejnoty królewskie zdołano „ocalić”, a jej zawartość była przedmiotem „oferty”.

Jeśli wasz rząd zdecyduje się przyjąć ofertę… –instruował głos z taśmy -…proszę umieścić w sobotę i niedzielę 14 i 15 stycznia w duńskiej gazecie „Politiken” ogłoszenie o następującej treści: „Kochanie, bardzo mi ciebie brak, wróć. Podpis: P.”

Ogłoszenia ukazały się zgodnie z wytycznymi, jednak kontakt nie został nawiązany. Cztery miesiące później do ambasady w Paryżu dotarła jednak kolejna taśma zawierająca kolejne szczegółowe instrukcje. Tym razem anonim pozostał bez odpowiedzi.

Zadanie podjęcia śledztwa w tej sprawie otrzymał podpułkownik Bronisław Wojtal z Komendy Głównej MO. Rozpoczął on czynności, w ramach, których skontaktował się z Ministerstwem Kultury i Sztuki, przedstawicielami Narodowego Banku Polskiego, a także dowódcami zgrupowań powstańczych w czasie wojny. W wyniku drobiazgowego śledztwa ppłk Wojtal nabrał konkretnych podejrzeń, co do osoby, której głos słychać na taśmie. Według niego jest to były urzędnik, bliski współpracownik Hitlera. W trakcie śledztwa ustalono, że miejscem, do którego skierowano ciężarówkę ze skarbem była twierdza Kłodzka. W sierpniu 1944 r przeniesiono tam z Łodzi Fabrykę Wojskowych Urządzeń Elektronicznych AEG wraz całą półtora tysięczną załogą robotników przymusowych. Adam Bieńkowski nieżyjący już dziennikarz, a w czasie wojny pracownik AEG spenetrował podziemne korytarze twierdzy.

Ze spisanych przez niego wspomnień wynika, że udało mu się dotrzeć do komnaty, wewnątrz której przechowywane były obrazy, porcelana, manuskrypty i zabytkowa broń. Inni pracownicy AEG potwierdzają informacje o transportach docierających do Kłodzka. Bolesław Zajączkowski w październiku 1944 r. widział również co kryją korytarze: „Tego było bardzo dużo, -wspomina - potężne księgi okute, bądź skórą obłożone. Do tego pieczęcie lakowe, jakieś złote, srebrne sznury. Mundurów dużo. Raczej z epoki Napoleońskiej.”

Wszystkie te relacje pochodzą jednak sprzed 24 listopada 1944 r., daty wskazanej na anonimowych taśmach. A jednak był ktoś, kto nie tylko widział transport w listopadzie 1944 r., ale i zawartość skrzyń, które wówczas przyjechały do Twierdzy. Józef Rosiak osobiście brał udział w ukryciu skrzyń. Podpułkownik Bronisław Wojtal, który przesłuchiwał Rosiaka napisał w notatce służbowej: „Józef Rosiak (…)widział obrazy olejne, naczynia ze szkła, porcelany i metalu, złote monstrancje i inne.”

Według relacji Rosiaka wrócił on następnego dnia do podziemi, natknął się jednak na robotników niemieckich, którzy zamurowywali tunel a następnie jeden z nich opalał pochodnią świeży tynk, aby upodobnić go do starych murów. Na podstawie zeznań Rosiaka ppłk Wojtal wskazał miejsce, gdzie powinny znajdować się podziemne pomieszczenia. Przeprowadzone współcześnie badania georadarem zdają się potwierdzać przypuszczenia pułkownika Wojtala. Dr Adam Szynkiewicz z Instytutu Nauk Geologicznych Uniwersytetu Wrocławskiego wskazuje, że na głębokości 1-1.5 m występują tam konstrukcje zakopane w gruncie wyglądające na sztucznie zasypane pomieszczenia.

CDN.

Użytkownik xedos edytował ten post 19 luty 2010 - 20:42


#2 xedos

xedos

    Homo Infranius

  • Użytkownicy
  • PipPipPipPipPipPip
  • 487 postów

Napisano 20 luty 2010 - 10:43

I kolejny odcinek mojej opowieści...

3. PORTRET MŁODZIEŃCA

Dołączona grafika


Nie wiadomo dokładnie ile dzieł sztuk znajdujących się w polskich zbiorach zostało skradzionych przez hitlerowców w czasie wojny. Bezustannie, mimo upływu 60 lat od zakończenia wojny prowadzi się poszukiwania najcenniejszych zbiorów. Monika Kuhnke z Zespołu ds. Restytucji Dóbr Kultury twierdzi, że obraz Rafaela Santi „Portret młodzieńca” wart kilkadziesiąt milionów dolarów jest największą stratą wojenną jaką poniosła polska. Obraz ten trafił do i tak już bogatej i wspaniałej kolekcji Czartoryskich ok. 1800 roku. Oprócz niego znajdowały się w niej płótna Leonarda da Vinci i Rembrandta tworząc tzw. wielką trójkę.

Latem 1939 roku wobec zbliżającej się wojny skrzynia z tymi właśnie obrazami została przewieziona do Sieniawy. Tylko kilka osób znało miejsce ukrycia kolekcji, ale jednak ktoś zdradził. Już 17 września przymurówka, w której ukryto obrazy została splądrowana. Niemieccy żołnierze szukający wówczas przedmiotów ze złota nie mieli świadomości jak wielką wartość przedstawiają i pozostawili je. Niestety kolejne grabieże doprowadziły do przejęcia dzieł, które następnie zostały przewiezione do pałacu w Pełkiniach, a potem do Rzeszowa. Następnie przejął je od Gestapo Specjalny Pełnomocnik ds. Zabezpieczenia Dzieł Sztuki dr Kajetan Mühlmann. Na zlecenie Hansa Franka wszystkie obrazy przewieziono do Krakowa a następnie do Krzeszowic gdzie znajdowała się jego rezydencja. Obrazy z kolekcji Czartoryskich znajdowały się tam aż do sierpnia 1944 roku.

W styczniu 1945 roku podczas ewakuacji siedziby Franka obrazy przeniesiono do Sichowa koło Jawora na Dolnym Śląsku. I w tym miejscu rozpoczynają się domysły, co stało się dalej z Portretem młodzieńca. Okazało się bowiem, że kompleks w Sichowie był zbyt mały wobec czego część kolekcji umieszczono w pałacu w Morawie. Wiemy również, że dokładnie w tym samym czasie wyruszył konwój z dziełami sztuki do Bawarii.

W maju 1945 roku amerykanie zabezpieczyli 3 skrzynie zawierające dzieła skradzione w Krakowie jednak znajdowały się tam tylko 2 obrazy z kolekcji Czartoryskich. Nie było wśród nich Portretu młodzieńca.

Wśród wielu tropów pojawia się taki, iż w tajemnicze zaginięcie obrazu zamieszany jest doradca Hansa Franka ds. sztuki Ernst Palezieux, który właśnie ten obraz jako oceniany najwyżej na rynku sztuki postanowił na własną rękę ukryć. W 1945 r. Palezieux został aresztowany, a kilka lat później osadzony w więzieniu na Montelupich w Krakowie. Jego zeznania wskazują, że Portret Młodzieńca na pewno został przewieziony do Morawy i prawdopodobnie znajdował się tam do 29 stycznia 1945 r.

Trzy dni potem postanowiono zabezpieczyć znajdujące się tam dzieła. Portretu młodzieńca wśród nich już nie było. 29 stycznia do Morawy przybyło trzech urzędników Generalnego Gubernatorstwa - działających prawdopodobnie na własną rękę współpracowników Hansa Franka: dr Robert Schüler, dr Edward Kneiser, i urzędnik o nazwisku Palni. Z zeznań Ernsta Palezieux wynika, że Schüler stwierdził, iż przekazał dzieła sztuki z Morawy stronie polskiej. Jednak 29 stycznia nie było tam jeszcze polskich urzędników. Pojawia się wiec pytanie dlaczego Schüler kłamał i to przed samym Frankiem.

m.

CDN.

#3 xedos

xedos

    Homo Infranius

  • Użytkownicy
  • PipPipPipPipPipPip
  • 487 postów

Napisano 21 luty 2010 - 11:48

Tak, i kolejny odcinek mojego opowiadania...

MRU i Riese

4.MRU

Międzyrzecki Rejon Umocniony leży na pograniczu dawnych województw Gorzowskiego i Zielonogórskiego. Jest to największy kompleks fortyfikacji niemieckich z okresu II wojny światowej położony w Europie Wschodniej. Budowa umocnień objęta była ścisłą tajemnicą, oficjalnie na tych terenach budowano autostradę. Żelbetonowe umocnienia maskowano deskami imitując w ten sposób budynki gospodarcze i myląc zwiad lotniczy aliantów. Wszystkie schrony połączono siecią korytarzy. Zainstalowano w nich pełne wyposażenie wraz z wszelkimi możliwymi zabezpieczeniami, w tym urządzenia służące do autodestrukcji.

FILM

W 1942 r. jednostki strzegące MRU przewieziono pod Stalingrad. Większość żołnierzy zginęła, a fortyfikacje przejęli niedoświadczeni wojskowi, którzy nie mogli sobie poradzić z najnowocześniejszą techniką zainstalowaną w podziemiach. Rosjanie zajęli umocnienia w dwa dni dokonując masakry na Niemcach. W podziemiach do dziś można odnaleźć ludzkie szczątki.

Z MRU związanych jest wiele legend o ukrytych tam dziełach sztuki. W 1944 r. spakowano do skrzyń zbiory pochodzące z Cesarskiego Archiwum w Poznaniu. Były to między innymi obrazy Bacciarellego, dzieła Bruegela, van Dycka, Picassa i Cezanne’a. Świadkowie pamiętają jak ciężarówki eskortowane przez SS opuściły muzeum. Po zdobyciu MRU radziecka ofensywa parła naprzód. Jednak Rosjanie pozostawili w MRU jednostkę do zadań specjalnych. W 1945 dowódca tej radzieckiej grupy specjalnej znalazł na terenie dolnego odcinka korytarzy kilkaset eksponatów, głównie ze zbiorów muzealnych Polski. Na polecenie dowódcy eksponaty przewieziono do Moskwy. Dopiero w 1956 r. część z nich zwrócono Polsce, lecz część bezpowrotnie zaginęła m.in. zbiory z kolekcji książąt Czartoryskich – biżuteria, gobeliny, biblioteka, ceramika włoska. W niemieckich dokumentach zaznaczono, że w MRU przeznaczono cztery komnaty na przechowanie zasobów z Poznańskiego Muzeum.

Poszukiwacze skarbów spenetrowali 32 km korytarzy, nie zdołali jednak odnaleźć komory odkrytej przez Rosjan. Do poszukiwań włączył się speleolog Zdzisław Lorek. Wkrótce odnalazł coś interesującego: "Strop tego korytarza był wysadzony od góry.- mówi - Zasypano go gliną i piachem. To miejsce nasuwa nam podejrzenia, że pod ziemią coś jeszcze może być." Speleolog rozpoczął marsz w głąb korytarza. W połowie drogi odnalazł fragment srebrnej monstrancji. Gdy próbował dostać się do komnaty strop obsunął się i zasypał go. Koledzy pomogli mu się wydostać, jednak dalsze prace ze względu na duże niebezpieczeństwo – wstrzymano. Poszukiwacze zwrócili się o pomoc do dr Adama Szynkiewicza. Ten geolog z Uniwersytetu Wrocławskiego posiada specjalistyczny sprzęt służący do badania struktury gleby - georadar. Z badań przeprowadzonych w tym miejscu wynika, że pod ziemią znajduje się jakaś nienaturalna struktura. Wykres wskazuje, że w kilku miejscach ziemia może być pusta, punkty te są połączone jakimś kanałem.

5. RIESE

Podziemia w Walimiu w górach Sowich są częścią pohitlerowskiego kompleksu „Riese”. W ciągu 2 lat Niemcy wydrążyli 230 tys. m korytarzy i hal. Do dziś odkryto 90 tys. z nich. Albert Speer - minister do spraw uzbrojenia i przemysłu wojennego III Rzeszy tak opisuje nakłady na budowę “Riese”: „Przedstawiłem fuhrerowi, że obecnie przy budowie kwater głównych zatrudnionych jest 28 000 robotników (…) Na budowę bunkrów w Kętrzynie (”Wilczy Szaniec”) wydano 36 milionów, na kompleks bunkrów “Riese” koło Jedliny Zdroju 150 milionów marek. Na to przedsięwzięcie budowlane potrzebne było 237 000 m3 żelbetonu, 58 kilometrów dróg z sześcioma mostami i 100 km rurociągów.

FILM

Sam “Riese” pochłonął więcej betonu niż w całym 1944 roku można go było podzielić dla całej ludności na budowę schronów przeciwlotniczych.” Więźniowie pracowali w ekstremalnie trudnych warunkach. “Początkowe wyżywienie w postaci 1 litra wodnistej zupy, 1/2 kg chleba, 50g kiełbasy i 30g margaryny dziennie na osobę uległo zmniejszeniu. (…) Później chleb dzielono na 5 osób” - pisze Jerzy Cera w książce “Tajemnice Gór Sowich”. Relacja jednego z więźniów mówi jeszcze więcej. Przytacza on rozmowę lekarza z żołnierzem niemieckim, w której ten pierwszy wyraża zdziwienie faktem, że w takich warunkach tygodniowo ginie tylko 60 ludzi. Ginący z głodu, przemęczenia, chorób byli nieludzko traktowani przez służbę obozową i SS, które nadzorowało obozy. Wielu zakończyło życie pod zwałami skał… Początkowo wywożono zmarłych do Gross Rosen i tam palono, później grzebano w zbiorowych mogiłach (prawie 17000). 12 do 20 tysięcy więźniów Gross Rosen zostało zamordowanych tuż przed wkroczeniem wojsk radzieckich, a po inżynierach i naukowcach, którzy prowadzili tam prace, wszelki ślad zaginął. Do końca czyli do maja 1945 roku sekretu Walimia strzegło 4000 żołnierzy. Dlaczego nie ruszyli na pomoc twierdzy Wrocław, albo oblężonemu Berlinowi? Podstawową hipotezą jest ta, o cudownej broni Hitlera - Wunderwaffe, która miała być testowana właśnie w Riese. Prace nad nową bronią nabrały rozpędu, gdy III Rzesza chyliła się ku upadkowi. Hitler wierzył, że dzięki niej odmieni losy wojny w ciągu kilku dni. Co ciekawe Niemcy musieli już znać dane techniczne maszyn, które miały stanąć w podziemiach, bowiem posadzka przystosowana jest do instalacji ich konkretnego typu, a dyr. Muzeum Podziemnych Fabryk Walimia Bogdan Rosicki, opisując Kriese, dodaje:

"Długość tej hali po zakończeniu wynosiłaby 110m, wysokość 12m oraz 10 m szerokości. W takiej hali można budować wszystko: zbudowali linię montażową, produkcyjną, by budować każdy rodzaj uzbrojenia wojskowego w zależności od potrzeb."

Istnieje teoria, że Niemcy nie wyburzyli wejść do korytarzy, których nie udało im się zakończyć. Pozostałe hale, które mogły zdradzać cel przedsięwzięcia, zostały starannie zamaskowane.

Kompleks Riese również do tej pory kryje tajemnice. Ludzie, którzy próbowali je rozwiązać, przypłacili ciekawość życiem. Poszukiwacze badający podziemia starannie przeszukują cały kompleks. Twierdzą, że stale odczuwają obecność osób nieustannie ich obserwujących. Odczucie zagrożenia potęgowane jest krążącymi legendami o strażnikach Gór Sowich, którzy od 50 lat strzegą pozostawionych tu obiektów.

m.

cdn.

#4 xedos

xedos

    Homo Infranius

  • Użytkownicy
  • PipPipPipPipPipPip
  • 487 postów

Napisano 22 luty 2010 - 08:39

O czym to ja chciałem dzisiaj opowiedzieć? Chwila, niech pomyślę, a już wiem!

Bursztynowa Komnata

Na początku XVIII w. z inicjatywy króla Prus Fryderyka powstała tak zwana bursztynowa sala. Dwanaście dębowych płyt powlekanych pozłacaną folią mosiężną pokryte zostało kosztownymi bursztynowymi mozaikami. Także wyposażenie w postaci mebli i świeczników wykonane było z bursztynu. Król Prus podarował dzieło carowi Piotrowi jako symboliczną rękojmię sojuszu miedzy Prusami a Rosją.

Dołączona grafika


Cosik mi nie pasuje w tych dwóch miejscach, jednak teraz to bez znaczenia.


Bursztynowy gabinet został rozbudowany przez córkę carycy Katarzyny I. Zachwycająca sala została wzbogacona o 24 kryształowe lustra oraz wiele nowych ozdób. W pozłacanych kinkietach umieszczono 555 świec, a powiększony w ten sposób gabinet uzyskał miano Bursztynowej Komnaty. Komnata została przewieziona do pałacu w Carskim Siole, gdzie znajdowała się przez kolejne 200 lat. Po zbombardowaniu i splądrowaniu Pałacu w czasie II wojny światowej Niemcy przewieźli komnatę do Królewca.

Jednak gdy 10 kwietnia 1945 r. Rosjanie zdobyli Królewiec, komnaty już tam nie było. Prawdopodobnie Niemcy wywieźli jej fragmenty w celu ukrycia ich w różnych miejscach. Z drugiej strony istniała też hipoteza, że komnata nigdy nie opuściła okręgu Kaliningradzkiego. Przesłanki ku temu daje wyznanie Ericha Kocha, który 1960 r. po skazaniu go na karę śmierci wyjawił dziennikarzowi Sławomirowi Orłowskiemu, że Bursztynowej Komnaty należy szukać w bunkrze w dzielnicy nazywanej Polnische Kirche. Rosjanie, którzy jako jedyni mogli prowadzić tam poszukiwania rozpoczęli wysadzanie szybów, aby dostać się do bunkra. Efekt był taki, że zagruzowano wejścia prowadzące do niego. Dopiero od niedawna okręg Kaliningradzki został otwarty dla poszukiwaczy. Jeden z nich Awenir Piotrowicz Owsianow wszedł w posiadanie archiwum Georga Steina, niemieckiego poszukiwacza Bursztynowej Komnaty, który swe odkrycie okupił śmiercią. Wskazówki zawarte w dokumentach wiodą do Polski.

Pierwszym miejscem w Polsce, gdzie wiodą tropy jest pałac zu Dohnów w Słubitach będący niegdyś najświetniejszą rezydencją w Prusach Wschodnich. Według Ziemowita Mazura z Gdańskiego Bractwa Historii Wojskowości, w czasie wojny do ostatniego właściciela pałacu, Aleksandra zu Dohna zgłosił się dr Rhode, Dyrektor Muzeum Królewieckiego chcąc wybadać możliwość zdeponowania Bursztynowej Komnaty właśnie w Słobitach. Dalsze relacje są sprzeczne. Z jednych wynika, że książę odmówił, inne zaś mówią o konwoju ciężarówek z Królewca. Pałac został zniszczony w 1945 roku, książę zu Dohna rzekomo wywiózł z niego przynajmniej część zgromadzonych tam skarbów – jednak tylko tych o mniejszych gabarytach, resztę prawdopodobnie ukrył w znajdujących się pod zamkiem podziemiach. Obecnie podziemia, zalane są wodą – niektórzy poszukiwacze uważają, że być może to właśnie tam kryje się bursztynowa komnata. Zakładając, że książe zu Dohna nie zgodził się na przechowanie dzieł sztuki w swoim pałacu można przyjąć hipotezę, że zostały one ukryte w zamku w Pasłęku.

Przemawiają za tym następujące przesłanki: zamek ten znajdował się zaledwie 12 km od pałacu w Słobitach, był dobrze znany Erichowi Kochowi, który zlecił ukrycie dzieł sztuki przed Rosjanami, poza tym w październiku 1944 roku jedna z mieszkanek Pasłęka widziała wjeżdżające na dziedziniec zamku ciężarówki. Kolejny trop prowadzi do Gdyni: „Są świadkowie... –mówi Jerzy Janczukiewicz prezes stowarzyszenia REKIN –...którzy widzieli w pierwszych dniach stycznia wyjeżdżający z zamku w Królewcu duży konwój wojskowy z ciężarówkami załadowanymi dużymi skrzyniami w asyście wojskowej. I ten konwój przez Pelplin dotarł 28 stycznia 1945 r. do Gdyni Oksywia i zatrzymał się przy nabrzeżu, przy którym stał duży okręt pasażerski Wilhelm Gustloff” Na statku znajdowało się ok. 6 tys. Niemców, którzy wraz dobytkiem uciekali przed zbliżającą się Armią Czerwoną. 31 styczna Wilhelm Gustloff wypłynął w rejs, ale nigdy nie dotarł do portu przeznaczenia.

Został zatopiony na wysokości Łeby przez radziecką łódź podwodną. Do tej pory spoczywa na dnie Bałtyku. Już w 1948 r. miały miejsce pierwsze próby dotarcia do wraku. Przez 3 lata płetwonurkowie radzieccy usiłowali przy pomocy dynamitu dostać się do wnętrza statku i wykraść drzemiące w nim tajemnice. Jerzy Janczukiewicz i członkowie stowarzyszenia REKIN podjęli próbę eksploracji wraku. Odnaleźli nienaruszone, żelazne drzwi do ładowni, duże na tyle, ze mogły tam zmieścić się skrzynie, o rozmiarach 1.40x2,40 – a więc o wymiarach odpowiadających fragmentom bursztynowej komnaty.

Niestety ze względu na konieczność użycia specjalistycznego sprzętu do sforsowania drzwi, konieczne jest zorganizowanie kolejnej wyprawy. W 1979 r. ówczesny rząd ZSRR podjął prace nad rekonstrukcją Bursztynowej Komnaty. Prace trwały 24 lata i kosztowały 11.5 mln dolarów. W tym roku po raz pierwszy można było zobaczyć ich zadziwiający efekt w Petersburgu. Wkrótce pojawiły się pytania.

Czy aby na pewno mamy do czynienia z repliką? A może jest to oryginał? Te pytania pozostaną na razie bez odpowiedzi.

CDN.

#5 xedos

xedos

    Homo Infranius

  • Użytkownicy
  • PipPipPipPipPipPip
  • 487 postów

Napisano 22 luty 2010 - 23:04

Książ i Lubiąż

Film

Książ

Zamek w Książu usytuowany jest niedaleko Wałbrzycha. Na początku 1941 roku został on przejęty przez władze III Rzeszy, które od razu rozpoczęły jego przebudowę. Miała się tam znaleźć kwatera główna Adolfa Hitlera. Była to jedna z największych inwestycji III Rzeszy. Na budowę zużyto więcej betonu, niż wynosił przydział na budowanie schronów w całej III Rzeszy. Według wielu przesłanek w podziemiach pracowano nad tajną bronią.

Według autora książek Igora Witkowskiego (zachować rezerwę! - baśniopisarz:)), być może chodziło o rakiety z głowicami przenoszącymi broń chemiczną lub biologiczną na bardzo dalekie dystanse. Tezę tę potwierdza także profesor Mieczysław Mołdawa, który w czasie drugiej wojny światowej był więźniem obozu Gross Rosen, mówi, że w Książu były prowadzone prace nad nerwogazami i bronią związaną z oddziaływaniem wysokich częstotliwości. Wynalezienie nowej, rewolucyjnej broni tzw. wunderwaffe miało zmienić losy wojny.

Zakład miał potem zostać przeniesiony do Ludwikowic Kłodzkich, tam można znaleźć wiele zabetonowanych bunkrów z napisami : „trucizna”. Podobno do dziś znajduje się w nich porzucona przez Hitlerowców broń chemiczna. Znajduje się tam również dziwna betonowa budowla – „koło” (Muchołapka - patrz tekst wcześniejszy pt. "Muchołapka - mit obalony"), charakteryzująca się niezwykle dużą liczbą zbrojeń i umocnień. Mogła służyć albo do chłodzenia głowic jądrowych, albo miała coś wspólnego z pojazdami o pionowej linii startu. Wykonane w podczerwieni przez inż. Łuszczewskiego fotografie zdają się potwierdzać istnienie korytarzy, które być może łączyły zamek w Książu z innymi obiektami.

***


Lubiąż

Klasztor w Lubiążu jest jednym z największych zespołów tego typu w Europie. Zakon Cystersów, do którego klasztor należał był swego czasu najbogatszym zakonem na całym kontynencie, a Lubiąż miał być najświetniejszą ze wszystkich jego siedzib.

Podczas wojny obiekt zostaje przejęty przez Niemieckie oddziały. Rozpoczynają się prace w wyniku których Lubiąż ma się stać tajnym ośrodkiem na rzecz zbrojeń. W kompleksie zachowały się liczne ślady tego, że kiedyś musiała tu być prowadzona produkcja na ogromną skalę. Świadczą o tym pozostałości instalacji elektrycznej, podstawy pod maszyny, fragmenty różnych urządzeń. Dziennikarz Bogdan Wróbel, twierdzi, że w Lubiążu istniała produkcja o charakterze kluczowym dla Trzeciej Rzeszy, według niego w 1942 roku do Lubiąża przeniesiona została filia niemieckiej fabryki Telefunken, która miała się zajmować projektowaniem tajnych rodzajów broni. Według Wróbla to właśnie w Lubiążu miały powstawać próbne elementy takiej broni.

W Lubiążu podczas wojny być może przebywali internowani z Luksemburga, miał tam znajdować się tajny obóz koncentracyjny/pracy. W fabryce przy produkcji elementów broni pracować miało nawet około 1000 więźniów, nigdy nie natrafiono na żaden ich ślad, stąd pojawiły się hipotezy, że zostali oni przez uchodzących Niemców zamurowani żywcem w rozległych podziemiach klasztoru.

Mieszkaniec Lubiąża Wacław Mazur twierdzi, że u schyłku wojny maszyny zdemontowano i wywieziono pociągiem na zachód, a cała załoga uciekła. Klasztor przejęli Rosjanie, urządzili tam szpital polowy i dodatkowo splądrowali to miejsce, co przyczyniło się z pewnością do zatarcia ważnych śladów. Kilka kilometrów od Lubiąża można odnaleźć w lesie dziwne betonowe postumenty, istnieją hipotezy, że są to podstawy pod nowoczesne radary, które być mogły być produkowane, a następnie testowane na terenie Lubiąża. W latach 80 Lubiąż miał być rzekomo przeszukany przez SB. Generałowie Jaruzelski i Kiszczak postanowili wykorzystać informacje będące od czasów wojny w posiadaniu SB i na terenie klasztoru rozpoczęto akcję eksploracyjną na wielką skalę. Znaleziono zbiór starych monet i podobno natknięto się na nieznane fragmenty podziemi, które nie wiadomo jednak dlaczego zostały zasypane piaskiem.

We Wrocławiu mieści się fundacja „Lubiąż”. Jej członkowie są w posiadaniu raportu majora Siorka, który jako oficer kontrwywiadu badał sprawę Lubiąża, w wyniku czego został zmuszony do odejścia ze służby. Z raportu wynika iż w Lubiąskim klasztorze w podziemiach kwitła produkcja na ogromną skalę, żadna z uczestniczących w nim osób miała nigdy nie opuścić podziemi. Według majora Siorka, wejście do tych podziemi może znajdować się gdzieś pod wieżami kościoła. Jak dotąd tajemnica Lubiąża pozostaje nierozwiązana, aczkolwiek istnieją hipotezy, że bronią produkowaną w Lubiążu były silniki do rakiet V2 i V3.

CDN..

#6 xedos

xedos

    Homo Infranius

  • Użytkownicy
  • PipPipPipPipPipPip
  • 487 postów

Napisano 23 luty 2010 - 09:23

Dzisiaj wybierzemy się troszeczkę dalej, ściślej do Pogórza Strzyżowskiego by tam prześledzić niezwykłe zdarzenie.

TIIIR. Tajemnicza podróż Hitlera


Cykl artykułów z mojego blogu poświęcony tematyce II Wojny Światowej wbrew pozorom łączy wiele wspólnych wątków. Dodatkowo został rozbudowany o swoiste studium osobowe ludzi, którzy w większości poświęcili sporo „życia” na próbę zgłębienia tajemnic, które zagrzebane zostały głęboko w archiwach państw uczestniczących w konflikcie sprzed kilkudziesięciu lat. Dopiero teraz mamy możliwość częściowego dotarcia do pewnych wątków, które z mozołem „składamy” w całość. Jeden z moich kolegów powiedział nie dawno, że: „nawet nie wiecie jak wiele czasu poświęcam na wyszukanie i przygotowanie tekstów, które później możecie przeczytać”. Zgadzam się z tym stwierdzeniem, ponieważ aby opracować i napisać ten tekst potrzebowałem prawie miesiąca. Przyznać muszę, że miałem i tak ułatwione zadanie ponieważ miałem możliwość skorzystania z pomocy osób, które w sposób wyjątkowo życzliwy odpowiedziały na moje listy dostarczając cennych źródeł informacji lub udostępniając je w całej krasie. Wyjątkowo owocnym okazała się podróż do źródła, gdzie miałem możliwość naocznego przekonania się, z czym tak naprawdę przyszło mi się zmierzyć. Wyjątkowo pomocny okazał się jeden z dokumentów filmowych, który stał się swoistym wstępem zapewniającym pomyślny zaczątek całej historii jaką chcę dzisiaj opowiedzieć. Należy także patrzeć na przygotowane przeze mnie treści z pewnej perspektywy…niedomówień lub wręcz pominięcia pewnych elementów, zwłaszcza archiwalnych fotografii, których zdobycie stanowiło wielki kłopot, ponieważ autorzy tych zdjęć w większości zginęli. Nieocenionym źródłem przekazu stało się dwóch mieszkańców- naocznych świadków większości wydarzeń, którym udało się ujść z życiem. Informacji dotyczących właśnie tych świadków niestety nie poznacie. Z wielkim przekonaniem przyznać muszę, że ogrom materiałów, jaki udało się zgromadzić w tej sprawie wystarczy z pewnością na opasły tom, który być może kiedyś powstanie.


Wstęp

Pogórze Strzyżowskie to obszar położony na północ od środkowej części Beskidu Niskiego (za Dołami Jasielsko-Sanockimi) i pomiędzy pogórzami Ciężkowickim i Dynowskim. Granicę zachodnią stanowi rzeka Wisłoka od Jasła po Pilzno, granicę wschodnią – rzeka Wisłok od Przybówki po Rzeszów. Granice północna i południowa są ciężkie do jednoznacznego określenia, stąd umownie przyjmuje się bądź drogi bądź linie kolejowe Jasło – Przybówka (od południa) i Pilzno – Rzeszów (od północy Pogórze Strzyżowskie cechuje pasmowy układ i niskie wysokości bezwzględne – nieprzekraczające 540 m n.p.m. Wyróżniamy tu, licząc od południa: Wzgórza nad Warzycami – małe pasemko w bezpośredniej bliskości Jasła, pasmo Klonowej Góry oraz pasmo Kamieńca.
Turyści nie zaglądają tu prawie wcale, pomimo dobrej dostępności komunikacyjnej – pomiędzy głównymi ciągami komunikacyjnymi Jasło – Pilzno i Jasło – Rzeszów.

Pogórze Strzyżowskie, pozornie, jest najmniej atrakcyjnym obszarem spośród Pogórza Karpackiego. Jednak znajduje się tu kilka obiektów, dla których warto przełamać stereotyp i tu zajrzeć.
W miejscowości Stępina, u stóp Klonowej Góry, znajduje się wielki betonowy obiekt, przypominający swoim kształtem wywrócony do góry dnem statek. Jest to bunkier kolejowy z czasów ostatniej wojny. Kiedyś do Stępiny dochodziła boczna linia kolejowa od strony Wiśniowej. Tu zaciszną dolinkę przeznaczono na ewentualne schronienie dla pociągów dygnitarzy III Rzeszy. Do tego celu wybudowano wielki, prawie 500-metrowy, żelbetonowy bunkier, do którego mógł wjechać cały pociąg i w razie konieczności przetrwać atak z powietrza. Według niemieckich dokumentów bunkier ten nazywano “Obiekt Południowy Fuehrera”. Wiadomo, że powstał w ramach przygotowań do wojny z ZSRR i że 27 lipca 1941 r. doszło tu do spotkania Hitlera z Mussolinim, kiedy Duce jechał na wizytację oddziałów włoskich na froncie wschodnim.

Scena wydarzeń

Mała wioska w pobliżu Krosna. na Podkarpaciu. Położona malowniczo w górskiej dolinie. Próżno szukać jej w encyklopedii. W internetowych wyszukiwarkach również nie istnieje. A przecież miały tu miejsce zdarzenia, które wpłynęły na losy, jeżeli już nie świata, to na pewno Europy… STĘPINA (gmina Frysztak, powiat strzyżowski).

Był sobie schron…

W 1941 roku (po żniwach) wysiedlono okoliczną ludność Stępina. Na ich miejsce przybyły doborowe jednostki SS, wyposażone w czołgi, armaty, artylerię przeciwlotniczą. Wiejskie chaty zamienione zostały w kwatery wojska.

Cały teren otoczony został kordonami SS-manów, którzy bez ostrzeżenia otwierali ogień do przypadkowych nawet przechodniów.
Aby ukryć przeznaczenie inwestycji zarejestrowano ją jako budowa filii zakładów chemicznych Askania-Werke. Kierownictwo budowy, obiekty zaplecza umieszczono we Frysztaku oraz w Wiśniowej. Do prac budowlanych skierowano członków Organizacji, Todta (którego podpis widnieje na stropodachu schronu kolejowego) oraz innych organizacji budowlanych. Do pomocy niemieckim robotnikom przywieziono tu całe zastępy jeńców wojennych: Czechów, Polaków, Jugosłowian i Żydów. Zatrudniono ich do prac pomocniczych: do budowy dróg dojazdowych, bocznicy kolejowej, kopania rowów, w których kładziono rury wodociągowe. Wykorzystano również miejscową ludność, która zmuszona byłą dowozić furmankami piach, żwir, drewno. Tajemnica otaczająca budowę byłą tak wielka, że mieszkańcy Stępiny, dowożący materiały budowlane musieli je oddawać na moście, który był granicą budowy.
Wśród miejscowej ludności krążyły nieprawdopodobne plotki, dotyczące prac budowlanych. Spekulowano, że mieścić się tu będzie wielkie krematorium, fabryka, koszary… Rzeczywistość przeszła najśmielsze oczekiwania. Wybudowano tu jedną z wojennych kwater… Adolfa Hitlera.

Statek przewrócony stępką do góry…

Dołączona grafika


Zaledwie rok zajęło Niemcom wybudowanie unikatowego obiektu, który obecnie figuruje w archiwach bellony jako schron tunelowy.

Żelbetowa budowla przeszła najśmielsze oczekiwania spekulujących mieszkańców. Tajemnicza budowla posiada wymiary 382,6×14,6m i wysokości 8,76m. Zarys schronu jest osiowo przełamany. Wjazd do schronu od strony wschodniej poprzedzono przedsionkiem. W przekroju poprzecznym budowla ma kształt niesymetrycznego ostrołuku i przypomina w znacznym stopniu swoim kształtem wywrócony do góry dnem statek.. Miało to na celu odbicie od fundamentów trafiających bomb lotniczych. Gruba na 2m płyta fundamentowa posiada wyprofilowane zagłębienie o wymiarach 1×3m, w którym znajdował się tor kolejowy. W grubości ściany północnej umieszczono ciąg pomieszczeń dla ludzi wyposażonych w śluzy gazowe. Do pomieszczeń prowadzą rozmieszczone na peronie północnym co 24m schody. W ramach maskowania schron pomalowano zieloną farbą oraz rozpięto nad nim stalowe sieci pokryte gumową imitacją roślinności.

Prócz tego powstał jeszcze schron techniczny – 2 żelbetowe bloki połączone łącznikiem – do jednego z bloków przylega kryty, betonowy zbiornik wody, ze zlokalizowanym nad nim składem opału. Schron techniczny łączy ze schronem kolejowym podziemny tunel techniczny. Biegnącym pod drogą oraz korytem potoku Stępinka. By zamaskować obiekt obito go olistwowaniem, planowanego drewnianego dachu nie wykonano.

Kiedyś do Stępiny dochodziła boczna linia kolejowa od strony Wiśniowej. Tu zaciszną dolinkę przeznaczono na ewentualne schronienie dla pociągów dygnitarzy III Rzeszy.

Obserwacje poczynione współcześnie

Tak właściwie niewiele wiadomo o tym, co w istocie wybudowano w Stempinie.

Idąc lub jadąc od stacji kolejowej w Strzyżowie, po lewej stronie torów w kierunku Żarnowej, docieramy wąską, w części asfaltowaną drogą do ciemnej czeluści tunelu, wydrążonego pod Żarnowską Górą. Można przez niego przejść, a nawet przejechać samochodem na druga stronę góry, nad brzegiem Wisłoka, jakieś 200 metrów od mostu. Tunel ma 465 metrów długości,. 8 szerokości, 5,5 wysokości. Jego ściany są wzmocnione potężnym, żelbetonowym pancerzem. W górnej części sklepienie jest ceglane. Szczelinami w konstrukcji sączy się woda. Przy wylocie tunelu od strony Żarnowej zachowały się jeszcze solidne żelazne wrota i w górze budka wartownika. Można też zauważyć ślady po szynach kolejowych.

Dołączona grafika


Obiekt imponuje ogromem, wysoką jakością wykonania, przytłacza zaś surowym, nieco ponurym wyglądem. Tunel zbudowali Niemcy w latach 1942-1943. Prowadziła do niego bocznica linii kolejowej. We wnętrzu mieścił się cały skład liczącego kilkadziesiąt wagonów pociągu. Niedaleko stacji widnieje zarys bunkra. Podziemne przejście łączyło bunkier z tunelem. Zagadką pozostaje przeznaczenie tunelu. Informacje jakoby była to tajna fabryka broni lub jakichś wojskowych urządzeń nie znajdują potwierdzenia. Nie ma tam bowiem ani drugiej, podziemnej kondygnacji, ani bocznych komór i innych, dodatkowych pomieszczeń. Nic, tylko gładkie, betonowe ściany i takaż posadzka. Możliwe, że istniały plany rozbudowy obiektu lecz nie zostały zrealizowane. Stosunkowo słaba obrona – jeden bunkier od strony Strzyżowa, wskazuje także na to, iż tunel nie miał szczególnie ważnego znaczenia wojskowego. Budowla pod Żarnowską Górą jest jednak tylko jednym z dwóch elementów ” kwatery Hitlera ” – jak nazywają te obiekty okoliczni mieszkańcy.
Prawdopodobnie tunel był tylko częścią całej budowli. Wjeżdżał tu pociąg, przywożący gości, których lokowano w bocznych pomieszczeniach, położonych pod ziemią. Podobno korytarze te ciągną się na kilkanaście metrów w głąb ziemi. Niemcy likwidując kwaterę przerwali zapory i śluzy ujmujące wodę potoku biegnącego z góry i ta zalała wszystko.
Całe to podziemne miasto zostało wyposażone w niezbędne urządzenia. W urządzenia klimatyzacyjne, centralne ogrzewanie, światło elektryczne.

Dołączona grafika


Elektrownię zbudowano w pobliżu głównego tunelu i wyposażono. Ze światem łączył mieszkańców 200 żyłowy kabel. Założono kanalizację, przygotowano łazienki. Dziś nie pozostał nawet śladu z urządzeń centralnego ogrzewania i oświetlenia elektrycznego.

Relacja świadka

Mieszkaniec Stępiny, Franciszek G. jest jedynym Polakiem, który miał możność obejrzenia owych, podziemnych pomieszczeń. Wchodziło się do nich (jak twierdzi pan Franciszek) po schodach, wnętrza były wygodne, komfortowo urządzone (dywany, boazerie, mozaiki itp.).

Jeśli istnieją one rzeczywiście, a to bardzo prawdopodobne, są zalane wodą. Być może uda się kiedyś osuszyć teren i zejść do niższych kondygnacji tunelu. A wtedy zostanie rozwiązana kolejna, frapująca zagadka z okresu II wojny światowej. Kiedy już wszystko było prawie gotowe, do miejsca przeznaczenia dotarł gigantyczny skład pociągu pancernego z Hitlerem na swoim pokładzie.

Hitler w „Ameryce”

Tym, czym dla prezydenta USA jest Air Force One, tym dla Hitlera był Fuehrersonderzug, czyli specjalny pociąg wodza III Rzeszy. W swoją dziewiczą podróż wyruszył on we wrześniu 1939 r. podczas napaści na Polskę. Hitler ze względu na łączność przedkładał pociąg nad nad samoloty. Przy prowadzeniu Blitzkriegu ( wojna błyskawiczna) o postępach decydowało przede wszystkim skoordynowanie działań wszystkich rodzajów sił zbrojnych, a do tego potrzebne było błyskawiczne przesyłanie wiadomości. Pod tym względem Sonderzug dawał o wiele większe możliwości niż samolot. Pociąg Hitlera, znany pod kodowymi nazwami: “F” (od słowa “Fuehrer”), “Ameryka” (ta nazwa pochodzi nie od USA, ale od maleńkiej miejscowości we Francji, gdzie Hitler stacjonował w czasie I wojny światowej) i “Brandenburg” był wówczas cudem techniki. Na każdej stacji można go było podłączyć do kolejowej sieci telekomunikacyjnej, między stacjami korzystano zaś z radiostacji. Na przedzie i na końcu znajdowały się wagony z działkami przeciwlotniczymi. Nigdy nie zostały one użyte, bo pociąg był chroniony przede wszystkim ścisłą tajemnicą. Rozkład jazdy planowano w taki sposób, by nie zakłócał normalnego ruchu. O przejeździe pociągu pod specjalnym nadzorem kolejarze dowiadywali się w ostatniej chwili, przy tym nigdy nie było wiadomo, kto podróżuje.


Dołączona grafika

Spotkanie Hitlera z Mussolinim w tle widoczny schron kolejowy.


W skład pociągu wchodziło z reguły kilka (osiem – dziewięć) wagonów specjalnych. Między innymi wagon wyposażony w urządzenia zasilające (generator car), wagon salonka, wagon konferencyjny, wagon do przewozu samochodów osobowych (reprezentacyjne limuzyny:Maybach, Horch 850 Pullman, terenowy sześcioosiowy Mercedes), wagon łączności. Poza tym, każdy skład wyposażony był w dwa wagony z działkami przeciwlotniczymi wraz z obsługą, które doczepione były na początku i na końcu składu (za lokomotywą). Pociąg Hitlera ciągnęły z reguły lokomotywy parowe serii 01, choć zdarzały się przypadki, w których do składu doczepiono Baureihe 03. Pociąg “Amerika” posiadał oczywiście podwójną trakcję parową. Skład, podczas obecności kanclerza w stolicy, można było zobaczyć na Dworcu Anhalckim (Anhalterbanhof). Podobne pociągi posiadali inni dygnitarze III Rzeszy, między innymi marszałek Rzeszy i minister spraw zagranicznych.

Hitler dość często przebywał w stempińskiej kwaterze. Przyjeżdżał tu z lotniska w Krośnie, różnymi środkami lokomocji. Raz pociągiem, kiedy indziej znów opancerzonym Mercedesem. Odbywały się spotkania Hitlera z przywódcami kolaborujących rządów jak np. Horthym, Antonescu. Tu odbywały się także zjazdy generałów i feldmarszałków Wehrmachtu.

Motywy budowy schronu wg Stanisława Siorka

Nad postacią Stanisława Siorka najbardziej znanego badacza UB rozwodziłem się w innym artykule. Przy wszystkich jego wadach i zaletach często graniczących ( wg jego kolegów) z szaleństwem pozostało po nim wiele bardzo ciekawych zapisków w tym także te , które dotyczyły Stepina i jego tajemnic.

Posłuchajmy jak interpretował motywy budowy pan Stanisław:

„Stępina i Strzyżów, jak też Konewka i Jeleń k. Spały, zostały zbudowane w następstwie obaw Hitlera co do potencjalnego zagrożenia Wolfschanze w Gierłoży na Mazurach ze strony bliskiej (w roku 1939/40) granicy z ZSRR. Mamy jednakże nowy materiał źródłowy. Oto … Rozdział 10. “Führerhauptquartier ‘Askania Süd’ (Anlage Süd)” z książki . . . . . niemieckiego autora . . . . . dotyczy tunelu pod Górą Żarnowską w Strzyżowie i żelbetonowego naziemnego tunelu w Stępinie, przeznaczonych na przeciwbombowe schrony dla pociągów Hitlera.
Dowiadujemy się tam przede wszystkim rzeczy nowej, że mianowicie tunel – przekop (Durchbruch) w Strzyżowie zbudowała wiedeńska firma Universale, Wien jeszcze przed pierwszą wojną.! Przeczy to dotychczasowej naszej wiedzy i wymaga sprawdzenia na miejscu.
Co do wykorzystania tuneli, to według tego źródła tunel-bunkier w Stępinie miał służyć za schron dla pociągów Hitlera Amerika i Atlas, zaś tunel w Strzyżowie dla pociągu sztabowego Oberkommando der Wehrmacht, OKW, czyli Sztabu Generalnego Armii Lądowej. Tunel stępiński jako miejsce dla Wodza był siłą rzeczy szerzej wyposażony w środki ochronne i łączności, którą n.b. wg tajnego dokumentu SS miała zapewnić Luftwaffe. Tam właśnie, w Stępinie, nie potwierdzone miejscowe podania lokują duże podziemia dla kwatery Hitlera i działalności przemysłowej.


Tunel strzyżowski pod Górą Żarnowską Trzecia Rzesza powiększyła (w ramach łącznego dla obu zadania inwestycyjnego Askania Süd) o 2,5 metrowej grubości ściany żelbetonowe i wykończyła na potężny schron kolejowy. Dobudowano naturalnie odpowiednią infrastrukturę zewnętrzną, jak choćby elektrownię (elektryfikacja okolicy miała dopiero nadejść) i ujęcie wody z Wisłoka ze stacją pomp. Budowany “do pary” od podstaw żelbetonowy schron naziemny w Stępinie z rozwiniętą infrastrukturą (elektrownia i woda jak w Strzyżowie, bunkry, 2,9 km bocznica kolejowa z Wiśniowej), jest prawie identyczny ze znanymi budowami naziemnymi Askania Mitte w Konewce i Jeleniu. O żadnych podziemiach się nie mówi.. W Strzyżowie i Stępinie Führer miał być jeden jedyny raz, (ale z listu Edwarda Bieszczada dowiadujemy się, że była to mistyfikacja – użyto sobowtórów, w sierpniu 1941, z Mussolinim, w drodze z Gierłoży do Humania na Ukrainie, gdzie wizytowali włoską jednostkę wojskową. Warto tu zwrócić jeszcze uwagę, że Janusz Piekałkiewicz wymieniając w swoim dziele tę eskapadę Wodzów mówi tylko o Wolfschanze na Mazurach jako miejscu początkowym wyprawy. U Siorka natomiast, poza Strzyżowem i Stępiną, jako miejscowościami pośrednimi podróży, pojawia się jeszcze nazwa Pogi nie do odnalezienia w spisie polskich miejscowości. Miał tam wówczas znajdować się sztab Armii “Południe” gen. Rundstedta, dokąd Hitler z Mussolinim mogli “wstąpić” przed odlotem. Generał zapewne był zainteresowany budową schronu w Strzyżowie. Jak wykazały inne poszukiwania, nazwę “Pogi” należy czytać jako “Toki”. Jest to wieś położona o 1,5 km na północ od Nowego Żmigrodu, leżącego z kolei 18 km na południe od Jasła i w niej istotnie sztab czasowo kwaterował. Takie informacje są do znalezienia w książce. . . . . . . Nie wykluczam tutaj, że na jakimś etapie przygotowywania dokumentacji niemieckiej zaistniała pomyłka i za nazwę Pogi przyjęto omyłkowo podpis Obersturmführera SS Pohla. Zawsze czytelny wielki podpis “Pohl” na dokumentach SS daje się równie dobrze czytać jako “Pogi”. Co do tych wojennych dokumentów inwestycyjnych , to zwraca uwagę duża staraność rozliczeń. Budowa w Stępinie wykazuje ogromną, jak na owe czasy sumę ok. 47 mln marek RM, w Strzyżowie ” tylko 17. Duże musiało być zdeterminowanie posłusznych wykonawców sugestii Hitlera wynikającej z obaw co do zachowania się chwilowego sujusznika – Stalina”.


Warto także posłuchać, co miał do powiedzenia badacz w sprawie wyboru miejsca powstania twierdzy:

„Można sądzić, że przy wyborze lokalizacji dla obu schronów, a więc dla zastępczej kwatery Hitlera na Południu Polski opartej o wstawiane do tuneli pociągi – przyjmijmy tę wersję – ekonomicznie rozważni Niemcy kierowali się istniejącym od dawna, a niewykorzystanym przekopem-tunelem w Strzyżowie. Miał on potencjalnie dobre powiązania komunikacyjne wymagające niewielkich uzupełnień, co oznaczało per saldo znaczne oszczędności na kosztach i czasie realizacji inwestycji. Jak wiemy, obie inwestycje (w Strzyżowie i Stępinie) zrealizowano na przełomie lat 1940/41 w rekordowym czasie jedenastu miesięcy , narzuconym jak można sądzić terminem planowanej napaści na ZSRR (maj, a po kolejnych “opóźnieniach” 22 czerwca 1941 r.). O skali przedsięwzięcia świadczyć może ilość przerobionego betonu, podawana jako 61500 m3 i uzyskana powierzchnia użytkowa 16 430 m2 – wielkości zastanawiające?! Dzięki wykorzystaniu dawnego tunelu można było w ogólnym bilansie zadania zaoszczędzić wiele tysięcy metrów sześciennych betonu, wiele roboczogodzin i wiele czasu. Co do wyboru samej Stępiny to można jedynie spekulować że była to lokalizacja wtórna, gdzie chodziło o ciche miejsce też blisko traktów komunikacyjnych i spełniające dodatkowo warunki geologiczne do budowy kondygnacji podziemnych, na co jednakże nie mamy dostatecznych dowodów”.

W artykule “Stępina Werke” w obornickim Exploratorze z roku 1996 Stanisław Siorek pisał, że istnienie kondygnacji podziemnych, zalanych wodą po wyjściu Niemców w roku 1944, jest w Stępinie niemal pewne. Miały one służyć jako tajne pomieszczenia przemysłowe, a w przypadku konieczności – jako zastępcze miejsce dla kwatery głównej Hitlera. Interesujące są stwierdzenia u Siorka, że w trakcie budowy kwatery w Gierłoży koło Kętrzyna w Prusach Wschodnich, Hitler miał wyrazić niezadowolenie z powodu zbyt małej odległości od aktualnej granicy z ZSRR.. Miało to doprowadzić do pilnego zbudowania dwóch kwater zastępczych na terenie Polski: w Konewce i Jeleniu koło Spały jako Anlage Mitte oraz w Strzyżowie i Stępinie jako Anlage Süd. W roku 1944 miały już tam też działać tajne fabryki: w Strzyżowie pod kryptonimem Phönix i numerem kodowym 2004, a w Stępinie pod kryptonimem Kakadu i nr kodowym 6000 – umieszczane pod ziemią w ramach planu Geilenberga.

Plan ten miał za zadanie ukrycie pod ziemią kolejnych fabryk zbrojeniowych, których łącznie miało być w III Rzeszy 672, co już zupełnie nie mieści nam się w głowie ze względu na skalę problemów. Takie jednak były pryncypia poltyki i wymagania rządców Trzeciej Rzeszy, do ostatniej niemal chwili nieprzyjmujących do wiadomości nadchodzącej klęski. Konfrontując te informacje z odkrytymi innymi olbrzymimi podziemiami na terenie Polski można tylko stwierdzić, że realność inwestycji związanych z Anlage Süd w Stępinie i Strzyżowie z całą pewnością nie wykraczała poza możliwości i umiejętności niemieckich wojennych planistów inwestycyjnych.. Czyli – podziemia i fabryki w Stępinie i Strzyżowie potencjalnie mogły istnieć. W odniesieniu do Strzyżowa i Stępiny te informacje jak dotąd nie znajdują ostatecznego potwierdzenia. Wydaje się jednak, że w Strzyżowie podziemii sensu stricto nie było, poza łącznikiem z tunelu do zewnętrznego, dużego bunkra przemysłowego z elektrownią dieslowską i pompownią. W Stępinie zaś podziemia pojawiają się w tak wielu relacjach świadków, że aż dziw bierze, że do dziś nikt tego gruntownie nie zbadał. Jest to w końcu określony majątek narodowy, który – jeżeli istnieje – nie powinien marnieć. Strzyżowski bunkier doczekał się wykorzystania na stację uzdatniania wody dla miejskiego wodociągu i pełni pożyteczną rolę. Jest dostatecznie duży, by wówczas w czasie wojny mógł służyć wraz z tunelem celom wojskowym i przemysłowym. Sam tunel po różnych przymiarkach zagospodarowania dziś stoi otworem i niczemu nie służy. W Stępinie na odwrót, schron-tunel został zagospodarowany przez prężna miejscową spółdzielnię rolniczą, lecz o wykorzystaniu dużych bunkrów, nie mówiąc o hipotetycznych podziemiach, nic nie wiemy.

Z tych informacji można wysnuć przypuszczenie, które krążyło przez wiele lat, że być może Stępino prócz innych funkcji spełniało rolę fabryki lub montowni Wunderwaffe!?

Duce u bram

Najbardziej niesamowitym elementem opowieści jest zdarzenie, które zgoła wydaje się niemożliwe, a jednak:

27 sierpnia 1941 r. w Stępinie doszło do niezwykłego wydarzenia. Z Krosna przyjechały dwie kolumny wojskowych samochodów, a szczególnymi gośćmi małej wioski byli Hitler i Mussolini. Tego dnia, wcześniej widzieli Hitlera mieszkańcy Krosna. Samolot fuhrera wylądował na lotnisku, stamtąd Hitler w otoczeniu licznej, wojskowej eskorty udał się do Stępiny. Samochody zatrzymały się obok tunelu, przed specjalnie przygotowanym budynkiem, obaj przywódcy wysiedli, rozejrzeli się po okolicy, a następnie weszli do pomieszczeń. I tutaj nastepuje zupełnie nieoczekiwany zwrot zdarzeń, a mianowicie spotkanie nie odbyło się w bunkrze. Spotkanie miało miejsce w wiejskiej chacie, odległej o 20 metrów od bunkra. Chałupa została gruntownie przerobiona i dostosowana do potrzeb spotkania. Ściany pokryto boazerią, podłogi – dębowymi deskami. Założono kanalizację. Przygotowano łazienki. Podłączono prąd. Dziś nie pozostał nawet śladu z urządzeń centralnego ogrzewania i oświetlenia elektrycznego. Chata jednak wciąż stoi, zaś po niezwykłej kwaterze czas zaciera ślady.

Rozmowy trwały kilka godzin, następnie Hitler i Mussolini i minister spraw zagranicznych Cino odjechali. Są ludzie twierdzący, że Hitler był jeszcze raz w Stępinie, w 1944 roku ale nie wydaje się to prawdopodobne.

Co było treścią rozmowy obu zbrodniarzy? Można się tylko domyślać zwłaszcza, że spotkanie nastąpiło tuż przed wybuchem wojny z Sowietami. I na tym właściwie można by zakończyć opowieść gdyby nie jeszcze kilka faktów.

Od Hitlera do…pieczarek!

W czerwcu 1944, wobec szybkich postępów Armii Czerwonej Niemcy zarządzili ewakuacje swoich placówek na wschodzie Polski. W ciągu tygodnia wywieziono umeblowanie i większość wyposażenia technicznego ze schronów i budynków pomocniczych, a następnie zalano wodą wszystko, co było możliwe. W sierpniu 1944 linia frontu dotarła do Stępiny. Po krótkich walkach zespół został zdobyty przez Rosjan, a następnie ostrzeliwany przez niemiecką artylerię polową. We wrześniu front zatrzymał się na zachód gdzie pozostał do ofensywy styczniowej. W zdobytym obiekcie funkcjonował radziecki szpital polowy.
Po wojnie schron znajdował należał do LWP. Z początkiem lat 60-tych Sztab Generalny przekazał schron tunelowy Rzeszowskiemu Oddziałowi NBP. Tenże planował adaptacje schronu na skarbiec. Prace przerwano z powodu kłopotów przy odbudowie systemu filtrowentylacyjnego i grzewczego.
W latach 70-tych schrony strefy ochronnej przekazano właścicielom gruntów, na których były posadowione.

Schron tunelowy i techniczny przekazano Rolniczej Spółdzielni Produkcyjnej w, Stępinie, która uruchomiła w nich produkcje pieczarek. Produkcje przerwano na początku lat 90-tych. W 2000 roku schron tunelowy został przekazany gminie Frysztak.

W chwili obecnej wszystko niszczeje, a resztki instalacji konsekwentnie są wywożone przez miejscowych zbieraczy złomu. Jest jednak „światełko w tunelu” i to dosłownie. Miejscowa młodzież za zgodą władz ma zamiar urządzić w kompleksie gigantyczą dyskotekę (zgroza!).

Posłowie

Chciałbym serdecznie podziękować wszystkim osobom, które przyczyniły się do powstania tej opowieści.

m.

Użytkownik xedos edytował ten post 23 luty 2010 - 09:25


#7 xedos

xedos

    Homo Infranius

  • Użytkownicy
  • PipPipPipPipPipPip
  • 487 postów

Napisano 23 luty 2010 - 19:46

Tajemnice III Rzeszy. Grodziec

Zamek Czocha i Grodziec zostały na początku XX wieku przebudowane przez berlińskiego architekta Bodo Ebharta, zdaniem niektórych z tego właśnie powodu w jednym i drugim zamku mają znajdować się trudno dostępne i rozległe podziemia. Jeśli chodzi o Grodziec to jego właściciel Herbert von Dirksen zgromadził w pałacu bardzo cenną kolekcję dzieł sztuki średniowiecznej i renesansowej.

Dirksen był ambasadorem III Rzeszy w Londynie, kiedy wraz z wybuchem wojny został stamtąd wydalony wrócił do Grodźca, gdzie przebywał aż do roku 1945. Wkrótce potem otrzymał od abwehry rozkaz przymusowej ewakuacji, prawdopodobnie nie wywiózł z zamku zgromadzonych tam dzieł sztuki. Pałac nosi wiele śladów eksploracji, wygląda na to, że poprzedni właściciel budynku poszukiwał pozostałości po skarbach Dirksena. Tropy prowadzą także do górującego nad pałacem zamku.

Kiedy w 1943 roku alianci nasilili bombardowania dużych miast Niemcy zostali zmuszeni do dyslokacji dzieł sztuki, zadanie to powierzono Gunterowi Grundmanowi. W czerwcu 1945 roku w Muzeum Sztuk Pięknych we Wrocławiu odnaleziono część dokumentacji Grundmana, wśród dokumentów znajdowała się zaszyfrowana lista obiektów, gdzie miały być składane dzieła sztuki. Po złamaniu szyfru listy okazało się, że jest na niej również Grodziec.

W zamku Grodziec ukryto prawdopodobnie 232 skrzynie z biblioteki pruskiej, w pałacu zaś zbiory Instytutu Europy Wschodniej przywiezione z Wrocławia. Mogła tam też trafić część tak zwanego „złota Wrocławia” – depozytów z wrocławskich banków.

Po wojnie, oficer wrocławskiej policji, Herbert Klose zeznał przed Powiatowym Urzędem Bezpieczeństwa Publicznego, że w listopadzie 1944 roku brał udział w poszukiwaniach miejsca na ukrycie depozytów wrocławskich. Równocześnie istnieją relacje świadków mówiące o tajemniczym transporcie, który miał dotrzeć do Grodźca w grudniu 1944 roku. Po dotarciu transportu na teren zamku świadkowie usłyszeli wybuch i na tym sprawa się zakończyła. Do dziś skarby które mogą być zdeponowane gdzieś w podziemiach Grodźca nie zostały znalezione. Również zamek Czocha może kryć w sobie bardzo cenne skarby. 17 lipca 1918 r. ostatni z Romanowów, car Mikołaj II wraz ze swą rodziną zostali rozstrzelani. Ci członkowie carskiej rodziny, którzy przeżyli rozpierzchli się po całym świecie. Prawdopodobne jest, że część rodziny Romanowów mogła schronić się na zamku, korzystając z gościny ówczesnego właściciela Ernesta Gutschowa, niewykluczone, że za gościnę tą krewni cara zapłacili częścią swojego majątku, możliwe jest także, że Gutschow nie chciał zapłaty za swoją gościnę, a dodatkowo zdecydował się przechować należące do Romanowów kosztowności. Janusz Skowroński – historyk i dziennikarz od lat dokumentujący historię Zamku Czocha, wszedł w posiadanie tajnych map lochów, które wskazywały jednoznacznie, że wejście przez studnięprowadziło wprost do skarbca.

Niestety podczas prac remontowych 40 metrową studnię zasypano uniemożliwiając dostanie się do skarbca tą drogą. Kolejnym odnalezionym śladem były zeznania niemieckiej bibliotekarki, która podczas wojny pracowała na zamku i nie opuściła go po wkroczeniu wojsk radzieckich. Po kilkumiesięcznych poszukiwaniach miała ona odnaleźć korytarz prowadzący do tzw. pokoju pancernego czyli skarbca. Swoją tajemnicę niemiecka bibliotekarka powierzyła pani Janinie Han, która pracowała na zamku jako pokojówka. Drobiazgowe poszukiwania doprowadziły Janusza Skworońskiego również do Eugenii Triller nieżyjącej już kierowniczki Archiwum Państwowego w Jeleniej Górze. To ona zaopiekowała się depozytami z zamku Czocha i 52 lata później napisała list do redakcji Gazety Robotniczej zaczynający się od słów: „Miałam w rękach insygnia koronacyjne carów rosyjskich.”

Tuż po wojnie do jeleniogórskiego Archiwum przyjechała ciężarówka wyładowana skrzyniami. W skrzyniach znajdowały się bezcenne dzieła sztuki. Eugenia Triller dokonała wtedy spisu inwentaryzacyjnego. 13 września 1949 r. zjawili się bez zapowiedzi tajemniczy przedstawiciele ministerstwa, którzy przejęli kosztowności iwywieźli w bliżej nieznanym kierunku. Płk Henryk Piecuch były wysoki funkcjonariusz PRL-owskich Służb Specjalnych jest przekonany, że kierunek wywiezienia skarbu mógł być tylko jeden – Związek Radziecki. Uważa jednak, że część skarbu została w Polsce. Na to zdają się wskazywać zgromadzone przez niego dokumenty, często o charakterze tajnym.

Część carskich kosztowności, która nie została wywieziona na wschód mogła zostać ukryta na zamku Czocha. Świadczyć o tym może zainteresowanie, jakim cieszył się zamek ze strony służb wojskowych. W latach 80’ zamek został spenetrowany przez SB na rozkaz generałów Kiszczaka i Jaruzelskiego. Wojskowi musieli być przekonani o istnieniu na zamku czegoś niezwykle cennego, ponieważ według słów płk Piecucha użyli wszelkich dostępnych środków, aby go spenetrować.
Posunięto się do wysadzania bardziej podejrzanych fragmentów zabytkowych budowli. Jednak jak do tej pory zamek nie odsłonił swojej tajemnicy. „Świadkowie, którzy zwracają się do mnie mówią, że pod zamkiem istnieją jeszcze inne podziemia – kończy Janusz Skowroński. – Myślę, że kolejna tajemnica Zamku Czocha czeka na swoje rozwiązanie.”

Koniec pierwszej serii.

O tajemnicach III Rzeszy opowiadali:
Joanna Maro
Jakub Karyś
Mariusz R. Fryckowski

Film1

Film2

Pozdrawiam wszystkich wytrwałych.
m.

#8 arek

arek

    WETERAN

  • Użytkownicy
  • PipPipPipPipPipPipPipPipPipPip
  • 2807 postów

Napisano 29 grudzień 2011 - 10:32

Link

Tagi: Historia, Archeologia, Dolnośląskie, II wojna światowa

Odkryto tunele, które hitlerowcy chcieli ukryć
dzisiaj, 06:15 KDP / TVP

To już nie tylko legenda, przekazywana z pokolenia na pokolenie - drugi, podziemny, Lubań istnieje. Udało się odkopać wysadzone przez hitlerowców wejście do tunelu. Co kryje sieć korytarzy pod miastem - jeszcze nie wiadomo.

Odnaleziono wejście do podziemnego Lubania - zobacz reportaż:


Zapowiada się interesująco ,a pewnie będzie jak zwykle .dojdą do nastepnego zawału będzie niebezpiecznie i zasypią .Intrygująca jest wielkośc tuneli ,2 m szerokości .